O twórczości

← Powrót

Lekceważona rutyna zamieniona w afirmację codzienności: filiżanka z resztką kawy, to wspomnienie poranka, mapa – echo spaceru czy podróży. Jola Wagner patrzy i dostrzega, nie pozwala umknąć temu, co jej zdaniem w życiu ważne. Nietrwałe drobiazgi: jakieś dzbanki, łyżeczki, buciki, szminki, sukienki, zapachy - ślady zostawione nieuważnie, mimo woli, odczytuje jako istotne i piękne znaki naszej obecności. Znaki szczególne.

Podobno każdy twój rysunek jest jak kartka z pamiętnika.

Rysuję cały czas – to jest moja codzienność, a rysunki są zapisem tej codzienności, rejestracją mojego życia, rodzajem intymnej dokumentacji.Te sprawy są ważne jedynie dla mnie, więc obrazy nie mogą być zbyt dosłowne, utrudniam ich odczytanie - coś zasłaniam, zalepiam, zamazuję, czasami nawet zaszywam. Może ktoś się domyśli, odkryje, a jeśli nie, to nawet lepiej. Czuję się bardzo zażenowana jak widzę swoje prace w galerii lub gdzieś – „u ludzi”.

Kiedy zaczęłaś robić wyliczanki przedmiotów, te swoje małe i wielkie inwentaryzacje codzienności?

Myślę, że każdy człowiek szuka własnego systemu porządkowania chaosu rzeczywistości. Tę potrzebę uświadomiłam sobie dobitnie w trudnym momencie życia: miałam małe dziecko a koszmar stanu wojennego powodował poczucie rozpaczliwej beznadziejności, bezradności i niepewności jutra. I wtedy właśnie „zapisywanie” codziennych wrażeń i powszednich przedmiotów miało działanie niemal terapeutyczne. Budowałam swój własny świat, dający poczucie bezpieczeństwa i panowania nad nieprzyjazną rzeczywistością. Ale nawet gdy sytuacja się zmieniła, zwyczaj notowania spraw codziennych pozostał. Te rytmiczne układy przedmiotów, subiektywne mapy miejsc, to takie moje porządkowanie i oswajanie świata na papierze.

Lubisz przyglądać się sobie, najbliższemu otoczeniu. Banalna codzienność może być piękna, warta uwagi?

Dla mnie to jest bardzo ważne. Małe sprawy, pozornie nieistotne gesty to istotne ślady naszej obecności tu i teraz. Te wszystkie drobiazgi określają naszą indywidualność, są jak znaki szczególne w paszportach. I nawet robię takie „paszporty” - portrety przyjaciół i znajomych: odcisk ciała, obrys sylwetki i jeszcze charakterystyka postaci opisana literami albo przedstawiona za pomocą rekwizytów i symboli: otwarta książka, buty na wysokich obcasach, labirynty, sylwetki zwierząt czy roślin...

Ciągle wracasz do motywów puderniczek, szminek, pędzelków...

Wszystko, co tworzę, stanowi „Wielki Spis Powszechny”. Inwentaryzuję wszystko po kolei: miasta, domy, ludzi, naczynia stołowe, puste opakowania po zużytych kosmetykach... Prace powstają seriami. Teraz na przykład fascynuje mnie architektura i urbanistyka, więc rysuję cykl małych, dużych i bardzo, bardzo dużych map i planów miejsc, które pamiętam lub takich, które istnieją tylko w mojej wyobraźni. Za chwilę wrócę pewnie do motywów kosmetyków i innych przedmiotów, które nieustannie mi towarzyszą i są niezbędnym elementem codzienności.

Masz w garażu już kilka tysięcy opakowań po kosmetykach, swoich i cudzych. Zamiast do kosza na śmieci trafiają na twoje instalacje i rysunki. Nietypowy recycling!

Przecież taki flakonik po perfumach czy tubka po kremie, zużyty pojemnik tuszu do rzęs to historia całych miesięcy z życia kobiety. Niby tylko puste opakowanie, a jest w nim upływ czasu i jego poetyka.

Układasz je w kolorowe pachnące kompozycje. Potem, na papierze robisz „Inwentaryzację” - spis tych wszystkich kosmetyków. Rysując upraszczasz formy. Można się bawić w rozpoznawanie marek: woda Kenzo, kremy Lancome`a, jakiś Armani, jakiś Dior – luksusowo, bez limitu, jak w największej perfumerii świata.

To jest pasjonująca gra. Bawię się kolorami i kształtami butelek, słoiczków i pudełeczek, wyjmuję korki – chcę czuć ulatniające się zapachy. To dotykanie, odkręcanie, zakręcanie, wąchanie, jest trochę wchodzeniem w czyjeś życie, w chwile intymne, momenty czułości dla ciała.

Nie boisz się etykietki „sztuka kobieca”?

Nie mam nic przeciwko takiemu określeniu, jeśli rozumie się je jako afirmację kobiecości w sztuce. Umiejętność chwytania urody życia, subtelność wartościowania codziennych spraw, to częściej cecha kobiet. Ta tematyka to mój wybór, ale też oczywisty fakt – patrzę na świat oczami kobiety, mam takie a nie inne emocje.

W swoich pracach ciągle rejestrujesz upływ czasu, zapisujesz rzeczy, chwile i emocje – płynne rytmy znaków na papierze nie mają początku ani końca.

Mam poczucie przemijania i pokorną świadomość, że jestem tylko elementem rytmu świata. Ale na przekór rozsądkowi pociąga mnie właśnie to, co kruche i nietrwałe. Świat przepełniony jest wytworami ludzi. Obrazy z makulatury, papieru czy bibułek nie będą długowieczne. Teraz pozwalają cieszyć się chwilą, za chwilę - unicestwione zrobią miejsce tym, które jeszcze nie powstały.

Rozmawiała Małgorzata Czyńska